Powrót do Szlochu

Szloch. Tak smutna nazwa dla tak pięknego miejsca. Ale może jest jeszcze nadzieja na odzyskanie prawdziwej nazwy, która została wyrwana siłą ich mieszkańcom.
Nie sądziłam że tak bardzo nie będę mogła doczeka się powrotu do tego miejsca.
"Niełatwo myśleć o jutrze, kiedy smutek osadza się na dnie żołądka niczym tłusty smar"

„Marzyciel był niezwykłą książką i głęboko zapadł w moją pamięć. Niby było w nim mnóstwo elementów, które znam z innych książek, ale zarazem była to książka zupełnie inna. Miałam cicha nadzieję, że Lani Taylor przeniesie ten niezwykły klimat, oraz wspaniały baśniowy styl pisania do „Muzy koszmarów”. I wiecie co?! Nie zawiodłam się!

Akcja rozpoczyna się tuz po wydarzeniach z pierwszej części. Wszyscy na swój sposób próbując odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Lazlo stał się niebieski i zyskał niezwykłą moc, która w ostatniej chwili uratowała miasto. Sarai natomiast nie żyje, zostaje jednak na ziemi jako postać ucieleśnionego ducha, podtrzymywana na nitce dobrej woli Minyi.
Para stanie przed wyborem uratowania swojej miłości, czy tysiąca istnień mieszkańców Szlochu, a to wszystko za sprawą małej dziewczynki, która wciąż pamięta płacz mordowanych w Cytadeli dzieci.
"Życzenia nie spełniają się od tak. To tylko kółeczka, które malujesz wokół tego, czego pragniesz. Trafić do celu musisz już sama"

W kontynuacji „Marzyciela” pojawiają się nieznane dotąd postacie Kory i Novy, których los, nieubłaganie zwiąże się z znanym nam światem. Miasto stanie na granicy wojny i upadku.
Czy miasto da się uratować? Czy bogowie mogą żyć w zgodzie z ludźmi, mimo wciąż niezagojonych ran? Jaka jest cena przebaczenia?

Autorka zakończeniem pierwszej części pozostawiła mnóstwo niewiadomych oraz pytań na które odpowiedzi nie dostajemy.
Moja niecierpliwość dała w związku z tym o sobie znac w trakcie czytania „Muzy koszmarów”. Tak bardzo nurtowały mnie pewne kwestie, że piękne opisy i przemyślenia momentami dłużyły mi się niemiłosiernie. Ale na szczęście tylko momentami bo tempo jest niesamowite. Praktycznie od pierwszej strony zostajemy rzuceni w wir akcji, która nie zwalnia do ostatniej strony.

Autorka zgrabnie połączyła dwa z pozoru niezależne wątki Kory i Novy z losem Szlochu, które nie tylko się łączą ale wręcz uzupełniają. Gdy tylko to się dzieje wreszcie uzyskujemy odpowiedzi, które większość nurtuje po lekturze Marzyciela. Co się działo z resztą boskich pomiotów? Kim jest Lazlo? Jak znalazł się w klasztorze z dala od Szlochu?

Książka napisana jest pięknym, barwnym językiem. Opisy-do których przyzwyczaiła nas Lani Taylor - są cudowne i mają w sobie nutkę magii, dlatego podobnie jak w Marzycielu możemy poczuć się przez chwilę jak w baśni.
Widać że autorka miała pomysł na te książkę. Nic nie jest pozostawione przypadkowi i domysłom.
Rozpoczęte w pierwszej części wątki miały swój dalszy ciąg, a nowe zgrabnie wpleciono w opowieść. Znajomi bohaterowie postawieni zostali w sytuacjach i przed wyborami dzięki którym poznajemy ich z innej strony. Bohaterowie zaskakują. Jedną z kluczowych postaci staje się Minya, której przemiana dotyka niezwykle ważnych kwestii, bo taka właśnie jest ta ksiazka. Niebanalna. Mimo całej niesamowitej otoczki książka porusza naprawdę ważne tematy: nienawiść, miłość, życie z traumą, chęć zemsty, przebaczenie, samotność, radzenie sobie z bólem i codzienne stawianie czoła swoim decyzjom z przeszłości. Autorka daje nam niezłą lekcję moralności.

Mam wrażenie że w „Muzie” przygasł odrobinę Lazlo, przynajmniej na początku stracił swoją charyzmę i zapomniał o bożym świecie a tym bardziej o mieście, zaślepiony swoją miłością do Sarai. Ale poza tym wciąż jest tym samym dobrym, i pełnym wrażliwości chłopakiem-marzycielem. Jedna z najpotężniejszych mocy nie uderzyła mu do głowy.
Może i Lazlo w pewnych momentach przygasł ale z pewnością w tej części zabłysła gwiazda Sarai. Dziewczyna odkrywa siebie na nowo. Dotychczasowe ograniczenia stają się dla niej siłą, demony przeszłości dodają jej motywacji do zmiany, a miłość daje jej nadzieję na lepsze jutro i nie pozwala się poddac, gdy inni to robią.

Co szczególnie mi się spodobało to wykreowanie i przedstawienie bohaterów w swoim bardzo złożony. Nawet jeśli któryś z nich nie przypadł nam do gustu, to pojawia się „ale”. Dobrym przykładem jest tutaj Minya, niby ogarnięta rządzą zemsty, postrzegana w pewnym momencie zupełnie negatywnie, ma w sobie mnóstwo troski i miłości o resztę. Wszystko jest jednak ukryte pod maską poczucia krzywdy.

Może to bohaterowie, może niewykły klimat, ale ksiązką przenosi nas do Niezapomnianego miasta i utożsamiamy się z bohaterami. Autorka serwuje nam całą gamę emocji. Od bólu i rozpaczy po radość i ulgę. Ksiązka niesamowicie ngażuje emocjonalnie.

Ta ksiazka ma w sobie niezwykle piękno. Dobrze było wrócic do tego niesamowitego świata.
Muza koszmarów to bardzo udana kontynuacja, dorównująca wręcz pierwszej części. Polecam tę serię każdemu, który chce zgłębić magiczny i niezwykły świat Szlochu.
Ja z pewnością jeszcze nie raz po nią sięgnę.

Komentarze

Popularne posty