Tajemnice, które wychodzą na światło dzienne
Od dłuższego czasu można zauważyć fenomen takich seriali jak
„CSI-Kryminalne zagadki Miami” czy „Kości”. Baaa sama jestem fanem tego
typu seriali. Niestety tego typu produkty telewizyjne bardzo często
zakłamują i przeinaczają rzeczywistość. Antropolog sądowy jest ukazany
jako „spec od wszystkiego” i na podstawie kości jest w stanie czasem od
razu wskazać kto popełnił zbrodnię, w jaki sposób i kim jest ofiara.
Bardzo często ten specjalista to jednoosobowa maszyna do rozwiązywania
spraw kryminalnych.
W książce „Tajemnice wydarte zmarłym” Emily Craig próbuje walczyć z
wizerunkiem antropologa przedstawionym w TV i wprowadza nas w tajniki
zawodu.
Emily Craig to amerykańska antropolog sądowa. Początkowo przez kilka
lat zajmowała się tworzeniem rysunków medycznych w klinice
ortopedycznej. Pod wpływem impulsy postanowiła zając się antropologią.
Kilka lat później została głównym antropologiem sądowym stanu Kentucky w
USA. Jest to czołowa specjalistka z tej dziedziny na świecie. Co ważne
była uczennicą Billa Bassa, twórcy trupiej farmy. Po przeczytani
„Trupia Farma” jego autorstwa nie mogłam nie sięgnąć po „Tajemnice…”,
które traktuje trochę jak kontynuację spuścizny Bassa.
Autorka wprowadza nas w niezwykły i zarazem mroczny klimat zbrodni,
który niemal od pierwszej strony mnie pochłonął. Uwielbiam tego typu
nastrój, a autorka umiejętnie dozowała nam najbardziej makabryczne
szczegóły. Zatem wyruszymy w podróż przez sterylną pracownię
ortopedyczną, studia w Konxville i dokumentowanie działania czerwi na
ludzką twarz, spędzimy kilka tygodni identyfikując ofiary tragedii w
Waco gdzie zginęło około 80 osób, zbadamy zwęglone szczątki w spalonej
leśnej szopie, wydobędziemy kości znalezione w górskim strumieniu, aż
wreszcie znajdziemy się nieopodal World Trade Center by od strony
antropologa ukazać rozmiar katastrofy i przywrócić ofiarom nazwiska.
Autorka potrafi zainteresować i wciągnąć nas swoją dziedziną pracy i
zarazić nas swoją pasją, ukazuje czemu kości mogą być tak fascynujące i
ile można się z nich dowiedzieć jeśli posiada się ku temu odpowiednie
umiejętności i chęci.
Książka jest napisana naprawdę przystępnym językiem, oczywiście nie
obeszło się bez naukowych stwierdzeń i sformułowań, ale nie jest to nic
czego nie jesteśmy w stanie zrozumieć. Wprost przeciwnie, dzięki nim
dowiadujemy się czegoś o anatomii ludzkiego ciała, oraz specyfice pracy
antropologa. Może zabrzmi to odrobinę makabrycznie ale dzięki świetnym
szczegółowym opisom momentami czułam się jakbym stała koło autorki.
Razem z nią składałam czaszkę ofiary z Waco, identyfikowałam brezentową
pannę oraz próbowałam zrobić co w mojej mocy nieopodal World Trade
Center.
Należy pamiętać że tak naprawdę jest to historia życia Emily Craig
zatem oprócz wielu interesujących naukowych aspektów i realiów pracy
antropologa, dowiemy się również wiele o trudnościach, obciążeniach
emocjonalnych, wyrzeczeniach. Autorka dzieli się z nami emocjami, które
z pewnością w pracy musi opanować. W jej ocenie jednak każda ofiara,
każde szczątki zasługują na szacunek, dlatego też w swojej pracy nie
idzie na łatwiznę. Pokona strach i zaryzykuje życie wchodząc do
zawalonej kopalni, poświęci kilka godzin karkołomnej pracy w błocie i
deszczu byle tylko dowiedzieć się i pomóc przywrócić ofierze choć
ostatni strzępek godności.
Szczególnie spodobało mi się że z książki bije poczucie misji jakie
odczuwa autorka. Warto zaznaczyć że Emily Craig to znana i ceniona na
całym świecie antropolog, która należy do czołówki osób wykonując ten
zawód. Autorka zdaje sobie z tego sprawę, z książki bije jednak jej
doświadczenie i pokora wobec ofiar i śmierci, a nie irytujące
bałwochwalstwo. Zdaje sobie sprawę że nie ratuje ludzkiego życia, ale
chce oddać ofiarom hołd odzyskując dla nich ich tożsamość, przywrócić
nazwisko. Autorka jest rzeczowa i szczera co nie znaczy że antropolog
jest wyzutą z uczuć maszyną, jest również człowiekiem i jak każdy
człowiek ma też ma swoje chwile załamania gdy widzi zdjęcie
uśmiechniętego dziecka, którego przed chwilą zidentyfikowała, czuje
niesprawiedliwość i smutek badając zwłoki Chłopca w koszulce w lizaczki.
Jest świadoma że gdyby wyzbyła się tych uczuć jej praca straciłaby
sens. Jak mówi sama autorka, do tej pracy nie można się przyzwyczaić, a
jednocześnie nie sposób podchodzić do niej zupełnie obojętnie. Sama
książka to swoisty hołd dla wszystkich ofiar.
Książka zaznacza że antropolog to element zdecydowanie bardziej
złożonego systemu. W ramach niego działają również inne służby i komórki
takie jak: policja, prokurator, sąd. Antropolog owszem odwala kawał
dobrej roboty identyfikując ofiary ale sam nie złapie winnego zbrodni i
nie ukarze go. Dlatego też Emily Craig sporo miejsca poświęca na temat
związany z współpracą z innymi służbami. Mówi również jak ciężko uzyskać
kobiecie szacunek w tym męskim świecie. Emily Craig jest świetnym
przykładem silnej niezależnej kobiety, które nie poddaje się, ryzykuje
byle tylko móc realizować się w pracy która kocha.
Dzięki temu doskonałemu studium pracy antropologa sądowego od kuchni,
zmieniłam swój stosunek do wszystkich tych amerykańskich prześmiewczych
produkcji. Polecam tym którzy czytali już „Trupią farmę”, a także tych
którym tematyka anatomii i antropologii ni jest obca.




Komentarze
Prześlij komentarz